Test tuning BMW 740d
Diesel to prestiż? Szyk, prestiż, luksus, komfort - te słowa idealnie pasują do flagowego okrętu BMW, czyli do popularnej serii 7. Tym razem przez kilka dni mogłem poczuć, jak to jest być bogatym, a wymienione na początku słowa na stałe weszły do mojego słownika dzięki bliższemu kontaktowi z BMW 740d.
Jeszcze zanim zasiadłem za kierownicą tej luksusowej limuzyny, na myśl przyszło mi jedno pytanie. Kto tak naprawdę decyduje się na zakup bardzo drogiego i ekskluzywnego auta z dieslem pod maską? Oszczędzanie na paliwie i prestiż jakoś nie idą ze sobą w parze. O tym, co tak naprawdę ta jednostka napędowa potrafi, napiszę nieco późnie,j tymczasem pora przyjrzeć się sylwetce nowej "siódemki".
Już na pierwszy rzut oka widać, że cała linia nadwozia została nieco wygładzona i nie prezentuje się tak kontrowersyjnie, jak zaprojektowana przez nie mniej kontrowersyjnego Chrisa Bangle`a poprzedniczka, oznaczona kodem E65. Potężne 19-calowe felgi, dumnie prężące się bawarskie "nerki" oraz równie charakterystyczne przednie światła w kształcie okręgów, czyli tzw. ringi, wyglądają godnie i pokazują innym kierowcom, kto tak naprawdę rządzi na drodze.
Gdy zaglądamy do środka prezentowanego modelu, jednym słowem, które ciśnie się na usta jest ”luksus”. Całe połacie skóry oraz wysokogatunkowe drewno nadają wnętrzu BMW 740d niepowtarzalny i prestiżowy klimat. Wyposażenie to tak naprawdę temat na oddzielny artykuł. Na pokładzie tego auta znajdziemy dosłownie wszystko czego dusza zapragnie, a może i jeszcze więcej. Tempomat, nawigacja, wspaniale brzmiący zestaw audio, elektryczna regulacja lusterek czy czterostrefowa klimatyzacja to w przypadku "siódemki" rzeczy zbyt banalne, aby w ogóle o nich wspominać lub wątpić w ich dostępność.
Automatyczne domykanie drzwi, elektryczne otwieranie i zamykanie pokrywy bagażnika, elektryczna regulacja foteli czy kamera cofania również są dostępne na każde zawołanie kierowcy. A propos samej kamery cofania - w wypadku opisywanego egzemplarza doliczyłem się łącznie pięciu obiektywów śledzących niemalże każdy centymetr auta. Oprócz wspomnianej już kamery cofania mamy jeszcze dwie kamery ukryte pod lusterkami zewnętrznymi służące do pokazywania widoku z góry auta oraz dwie kamery znajdujące się przy przednich nadkolach, których zadaniem jest pokazywanie drogi zarówno z jednej, jak i z drugiej strony, m. in. przy dojazdach do dróg z pierwszeństwem przejazdu.
A jak te wszystkie elektroniczne gadżety sprawują się w praktyce? Musiałbym być strasznym malkontentem, żeby do czegokolwiek się przyczepić. Natłok informacji i dostępnych opcji naprawdę nie przytłacza, a obsługa nowej wersji iDrive'a po chwili przyzwyczajenia okazuje się banalnie prosta. O designie deski rozdzielczej rozpisywać się chyba nie warto. Dla fanów marki jest to po prostu klasyka gatunku, natomiast przeciwnikom popularnych ”beemek” cała konsola środkowa wyda się zbyt konserwatywna i przestarzała.
O ilości miejsca zarówno na przednich fotelach, jak i na tylnej kanapie śmiało można powiedzieć, że jest wystarczająca i nawet wyrośnięty prezes wygodnie zajmie miejsce tuż za swoim szoferem, a jeśli mimo wszystko będzie chciał jeszcze bardziej rozprostować swoje nogi, BMW oferuje do serii 7 przedłużane wersje oznaczone literą L. Jest tylko jedno, i to wcale nie takie mało istotne, ”ale”. Wydłużoną wersję można łączyć z każdą jednostką napędową z wyjątkiem diesla, który pracował pod maską naszego egzemplarza. Nawet w modelach 730d oraz z najsłabszą benzyną możemy kupić przedłużoną wersję "siódemki", jednak 740d występuje tylko w - nazwijmy to - krótkiej, chociaż mierzącej ponad 5 m, odmianie.
Czas skupić się teraz na tym, co tak naprawdę nie dawało mi spokoju do momentu przejechania pierwszych kilku kilometrów za kierownicą tego BMW. Silnik Diesla pracujący pod długą przednią maską to prawdziwe monstrum. Co prawda nie ma on - tak, jakby to sugerowało oznaczenie - 4 l pojemności. Nie ma także 8 cylindrów ułożonych w układzie V. Co zatem stanowi jego największa siłę? 600 Nm dostępnych już od 1750 obr./min oraz 306 KM uzyskiwanych z 3 l pojemności skokowej przy czynnej pomocy dwóch turbosprężarek nawet na papierze prezentuje się bardzo okazale.
W praktyce niemalże w każdych warunkach, w każdej sytuacji i przy każdej prędkości auto ochoczo reaguje na naciśnięcie pedału gazu. Sprint do pierwszej setki zajmuje równo 6 s, na co spory wpływ ma zastosowany w tym egzemplarzu napęd xDrive. "Siódemka" z takim samym silnikiem, ale z napędem tylko na tylną oś, rozpędza się do prędkości trzycyfrowej w czasie o 0,3 s krótszym. Oprócz samych osiągów olbrzymie wrażenie robi również dźwięk tego ropniaka. Zresztą gdyby nie napis ”diesel” na wskazówce poziomu paliwa, trudno by było zorientować się, że auto, którym właśnie jedziemy, nie jest napędzane bezołowiówką.
Wiemy już, że samochód ma świetne osiągi, a jego silnik wydaje z siebie wspaniałe odgłosy. Zapewne kosztem tych nietuzinkowych doznań będą częste i co za tym idzie, kosztowe wizyty na stacjach benzynowych... Nic bardziej mylnego. Podczas całego testu, w którym wielokrotnie przeciskałem się przez warszawskie korki, samochód spalił średnio 10 l oleju napędowego na 100 km. Dodam jeszcze, że w trasie wynik nieznacznie przekraczający 8 l na setkę również nie będzie czymś niespotykanym, i nie mam na myśli wielogodzinnej jazdy z tempomatem ustawionym na wartości 80 km/h. Za tę jednostkę napędową należy się inżynierom z Bawarii naprawdę wielki "szacun".
Jak wiadomo, każdy model BMW powinien się świetnie prowadzić i dawać dużo frajdy z jazdy. Czy nawet dwutonowa limuzyna podoła temu założeniu? Sadząc po opisywanym wyżej silniku, śmiało można stwierdzić, że tak, jednak opcjonalne adaptacyjne zawieszenie, które - a jakże - znajdowało się w testowanym egzemplarzu, sprawiało, że ten kolos jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki mógł zmienić się z komfortowej limuzyny w sportowca przez duże "S".
Dynamic Drive pozwala na wybranie jednej z czterech zaprogramowanych opcji pracy zawieszenia, skrzyni biegów czy charakterystyki silnika. O ile różnicę pomiędzy typowo prezesowskimi opcjami Normal i Comfort trudno dostrzec gołym okiem, o tyle po ustawieniu przełącznika w trybi Sport samochód zmienia się diametralnie. Zawieszenie staje się wyraźnie twardsze, a samo auto mniej przechyla się w zakrętach. Reakcja na każde muśnięcie prawego pedału jest błyskawiczna, a skrzynia biegów zmienia przełożenie na wyższe w momencie osiągnięcia 5 tys. obr./min. Tak, tak - i to wszystko w silniku Diesla.
Myślicie, że to już wszystkie sportowe atuty tej limuzyny? Wystarczy włączyć najbardziej ekstremalny tryb Sport+, aby prezes siedzący na tylnym fotelu poczuł każdą niedoskonałość nawierzchni, po której akurat jedziemy. W tym trybie zostaje całkowicie zdezaktywowana kontrola trakcji. Driftowanie 5-metrowym statecznym kolosem może wydawać się szczytem żenady, ale jeśli ktoś czuje się na siłach i ma gdzieś stereotypy, BMW daje mu możliwość zabawy nawet w tej topowej limuzynie.
Na koniec zostawiłem wiadomość, która z pewnością ochłodzi niektóre osoby zakochane w tym modelu. Cena, jaką trzeba zapłacić za BMW 740d xDrive, startuje z poziomu 384 600 zł. Jeśli mocno zaszalejemy przy wyborze opcji dodatkowych, bez większego kłopotu uda nam się przekroczyć 500 000 zł. Czy to dużo za tak wspaniałe auto? Prestiż, luksus i klasa zawsze były w cenie.
Prawdziwy wysokoprężny majstersztyk pracujący pod przednią maską, niesamowity komfort oraz świetne prowadzenie. BMW po raz kolejny udowadnia, że może wyznaczać standardy w klasie superluksusowych limuzyn.
Tekst i foto: Paweł Kaczor
