Żółwi pancerz

VW – samochód stworzony dla ludzi, ot niby zwykły czterokołowiec, nic szczególnego go nie wyróżnia oprócz emblematu na tylniej klapie. GOLF – to już zobowiązuje, bo to przecież jedna z najważniejszych legend motoryzacji, która trwa do dziś, a producenci ani myślą, aby samochód ten stał się jedynie zabytkiem, bo kolejny model jest już w drodze.

Golf II to auto niepierwszej młodości, ale w rękach niejednego młodego zapaleńca tuningu staje się swego rodzaju dziełem sztuki. Kuba tak właśnie traktuje swój samochód. Podpatrując kolegów zza zachodniej granicy chciał pokazać, że w Polsce też jest to możliwe, choć jak wielokrotnie powtarzam drogi nasze nie są do tuningu stworzone. Myślę, że wielu producentów amortyzatorów powinno się zainteresować stanem naszych nawierzchni drogowych, bo być może Polskie warunki spełniają wszystkie wymogi dotyczące testów wytrzymałości samochodowych stabilizatorów.

Kuba nie przejmuje się tym faktem, on po prostu lubi jak auto jest „rzucone na glebę”. W tym przypadku hasło dobitnie odzwierciedla ten stan, ponieważ gwintowane zawieszenie zapewnia extremalne (nawet jak na niemieckie drogi) obniżenie, czego efektem jest zaledwie kilkucentymetrowy prześwit !!!.
No tak, ale za to samochód przypomina z wyglądu żółwia, który swoje łapy chowa pod twardy pancerz. Jeżeli już mowa o „łapach”, a konkretnie „kapciach”, to właściciel zamontował opony firmy Dunlop o rzadko spotykanym rozmiarze bo 205/50 na 13 calowych, bardzo szerokich (8,5”) niemieckich felgach, polakierowanych na niebieski kolor.

Kolor ten zdominował także przód auta. Ciekawie wyglądają pomalowane światła, które znakomicie komponują się ze sportowym grillem pozbawionym firmowego znaczka. Jak na żółwia przystało „oczka” są lekko przymrużone poprzez zamontowanie brewki, która jest także elementem grilla. Na masce został umieszczony skromny wlot powietrza, który dodaje nieco finezji przedniej części nadwozia. Tuningowy obowiązek to oczywiście wycieraczka szyby przedniej w liczbie pojedynczej.

Wiele zmian wprowadzono także z tyłu auta. Kuba to „złota rączka” i wszystko w samochodzie wykonał samodzielnie. To naprawdę ważne, bo wtedy wszelkie wysiłki jakie włożył właściciel sprawiają, że jego auto- to część jego samego, nie mówiąc już nawet o ogromnej satysfakcji z wykonanego dzieła.

Przede wszystkim Jakub mocno poszerzył nadkola zarówno z przodu jak i z tyłu, tak aby szerokie opony miały gdzie się chować. Przednią część nadwozia, łączą wraz z tyłem progi od Mercedesa 124. Ponadto właściciel zaszpachlował tylnią klapę, a rejestrację przykręcił w zderzaku. Z jego lewej, dolnej części ma ujście ogromny, N-grupowy „komin” w stylu DTM, o bardzo soczystym basowym brzmieniu. Ten pomruk można usłyszeć po naciśnięciu przycisku, który teraz przejął rolę zwykłego zapłonu „z kluczyka”. Oprócz tego klamki przednich drzwi zostały zlikwidowane i otwieraniem sterują specjalne siłowniki.

Wraz z przyciemnionymi szybami całość świetnie się ze sobą komponuje i nadaje niepowtarzalny efekt, który rzadko jest spotykany.
Podziwiajcie sami.

Artykuł przytoczony z archiwum internetu ze względu na wysoką wartość merytoryczną. Jeśli uważasz,że nie powinno się to tutaj znaleźć napisz do nas